[post kosmos] Entropia - Vacuum
#1
[Obrazek: a3369810690_16.jpg]

Mam w swojej wirtualnej kolekcji sporo płyt z różnych gatunków muzycznych, które jeśli przesłuchuję to żałuję, że nie poznałem ich w dniu kiedy wyszły. Nie śledziłem zapowiedzi, przedpremierowych wywiadów, nie słuchałem udostępnianych singli czy nie byłem na koncercie, gdzie grano jakiś track z niewydanego jeszcze krążka. To wszystko pozwala wczuć się w całą otoczkę okołomuzyczną, w osobliwy klimat każdego wydawnictwa i zarazem sprawia, że odbieramy muzykę nieco inaczej niż jeśli po prostu odkrywamy coś, czym każdy nasz znajomy jarał się już 5 lat temu.

Dlatego, bardzo się kurwa cieszę, że pojechałem wtedy na ten koncert do Krakowa.

Nie znałem dobrze Entropii przed wspomnianym gigiem. Przesłuchałem dwa, trzy razy Ufonaut (poprzedni longplay) ale to było stanowczo za mało, aby cokolwiek zapamiętać - wszak muzyka na tej płycie jest wielowymiarowa. Mimo, że to mieszanka psychodelii, post metalu i black metalu, kompozycje są wielowarstwowe i z każdym odsłuchem można coś wyłapać. Ale nie chciałem pisać o Ufonaut przecież.

Dlatego gdy w trakcie 45 minutowego setu gdzieś pod koniec wszedł synkopowany rytm 4/4 z werblem i ridem grającym gdzieś między jazzem a latynoskim tańcem zostałem zbity z tropu tak, jakbym nagle obudził się z jakiegoś letargu i został przeniesiony w bliżej nieokreślone miejsce, na całkowicie inne przedstawienie, na spektakl szaleńca, który postanowił zrobić reszcie zespołu nieśmieszny żart, śmiejąc się histerycznie zza rozwieszonych Zildijanów. A konsternacja wszystkich zgromadzonych była tylko na to dowodem.

Bowiem nie wiedziałem, że ten utwór za pół roku będzie tytułowym kawałkiem z płyty, która wstrząśnie sceną (nie tylko!) metalową u posad i będzie wspominana za parę lat jako dzieło wybitne, bo co do tego nie mam żadnej wątpliwości. Wiedziałem jednak, że obcuję z czymś wybitny.

Cokolwiek bym tutaj nie napisał - zabrzmi banalnie. Nie da się ująć w proste słowa psychodelicznych wizji balansujących między post metalem a muzyką elektroniczną, które brzmią jednocześnie ciężko i lekko, ale ta lekkość nie wynika z wyłączenia distortiona, tylko z mechanicznej powtarzalnośći motywów subtelnie zmieniających się z każdym taktem i będących w naturalnej symbiozie z elektroniką, jakby gitary i klawisze tworzyły jeden instrument. Tak samo pisanie o genialnych melodiach kontrastujących z rozpędzonymi blast beatami i kosmicznymi efektatmi przypominającymi Oxygen i Equinoxe jest bardzo ciężkim zadaniem. Utworów trwających powyżej 10 minut, które wprowadzają swoją niekonwencjonalną rytmiką, tonami pogłosu i genialnymi melodiami nie da się łatwo zamknąć w post.

Entropia zagrała coś co wymyka się jakimkolwiek klasyfikacjom i za nic nie ma sobie nieprzygotowanego słuchacza. Ponad godzina intensywnej przejażdżki po innych stanach świadomości może zburzyć czyjeś pojęcie o muzyce gitarowej, zwłaszcza, jeśli ktoś ma jakieś konkretne oczekiwania co do tego albumu.

Koniec tego - zapraszam na pokład, miłej podróży.


Tytułowy track:
https://www.youtube.com/watch?v=k_8G_6kyzy4


Cała płyta:
http://www.invisibleoranges.com/entropia...-premiere/
Odpowiedz
 Podziekowania: LWD11(+1)
#2
Świetna propozycja, dzięki.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości