[Album] Belothar - Three Body Problem
#1
[Obrazek: a0889875140_16.jpg]
Bandcamp
https://belothar.bandcamp.com/album/three-body-problem

Spotify
https://open.spotify.com/album/3AyIhJgfr..._zO-N9zp-Q

1. The Message 1:51
2. The Red Verge (ft. mumu aka Pytagoras aka makumator aka They Has Cumator) 9:04
3. Sophon 7:50
4. Three Body Problem 6:58
5. Roche Limit 7:20
6. Rigel 3:17
7. Unfolding The Core 4:23
8. The Failure 7:11

Po około dwóch miesiącach prac udało mi się skończyć to co uważam za swoje dotychczasowe opus magnum, czyli mój najmniej chujowy projekt muzyczny.
Nie wiem czy uda mi się w przyszłości zrobić coś podobnego, bo okoliczności prowadzące do ciągu twórczego, z którego zmaterializowało się te 47 minut muzyki były dosyć unikalne.
Masa wolnego czasu, jeszcze większa masa zrezygnowania i gównianego samopoczucia, izolacja od społeczeństwa i książka, która była najważniejszym czynnikiem.
Problem Trzech Ciał, bo taki jest polski tytuł, traktuje o militarnym eksperymencie chińskiej armii, który miał za zadanie kontakt z obcą cywilizacją. Oczywiście, jak to zwykle bywa, 
eksperyment nie poszedł po myśli jego twórców - po więcej odsyłam do powieści. Nie wiem dlaczego akurat ona zainspirowała mnie do wydalenia z siebie trochę więcej niż 5 minut
basu, perkusji i analogowych arpów, ale po przeczytaniu poczułem nagłą potrzebę uzewnętrznienia swojej interpretacji, jakkolwiek zjebana ona by nie wyszła.

Przyznam, że zmierzenie się z zadaniem stworzenia spójnej muzycznie wędrówki od początku do końca było nie lada wyzwaniem - czy mi się udało to już ocenią te 2 osoby, które przesłuchają całość.

Tym negatywnym akcentem kończąc, zapraszam na pokład - 47 minut podróży z Ziemi do Alfy Centaura i z powrotem. 
Całość jest zrobiona z myślą o słuchaniu od początku do końca i może jeden track ma "sens" poza całym flow płyty. Po drodze kilka smaczków, album na pewno na wielokrotne przesłuchanie, bo dzieje się sporo.
Wszelkie opinie mile widziane.

Podziękowania dla muma bo bez jego wersji mnie w pamiętnym czalendżu pewnie nie zrobiłbym 8 tracków tylko na przykład 1.

Wrzuciłem też na Soundclud ale za bardzo tnie jakość.
Aha, i odpalać od pierwszego tracka.
Odpowiedz
#2
Solidny album to  jest, mnóstwo syntezatorów, niektóre utwory przypominają mi muzykę z pecetowej demosceny, muszę tu częściej zaglądać.
Odpowiedz
#3
Dzięki za odsłuch.

Co do muzyki z demosceny to na pewno umyślnie nie inspirowałem się takimi brzmieniami, zresztą wtedy kiedy one powstawały to albo mnie nie było na świecie albo na gówno mówiłem papu. Muzykę z "nieoficjalnych instalatorów" też zawsze wyłączam.

Myślę, że to wynika trochę z nostalgii za lekko analogowym brzmieniem, które IMO jest bardziej klimatyczne od współczesnych wypolerowanych presetów z Serum (Massive już przecież jest passé), a trochę też z mojego lenistwa i wzbraniania się przed ślęczeniem dwa dni nad gałkami i dopieszczaniem szczegółów, na które nikt nie zwróci uwagi.
Odpowiedz
#4
Przesłucham jutro w robocie, obiecuję!
[Obrazek: qBxxp6W.png]
Odpowiedz
#5
1. - Solidne mocno zrobione. Podoba mi się zjazd w 0:40. Prosty zabieg a świetną robotę robi. Bardzo zwarta kompozycja. Sporo w nim fajnego kosmosu.
2. - Zaczyna się świetnie. Trzyma klimat utworu #1 Całość osadzona solidnie na spokojniejszym tempie. Rozkręca się też w przyjemnym kierunku. Całkiem niezauważalnie przechodzi się od ciężkości i tajemnicy w kierunku czegoś lżejszego i niemalże "durowego". Nawet odrobinę popierdolonego. Być może doszukuję się w nutach fragmentów, które robił mumu a które belothar. I wydaje mi się, że początek należał do tego drugiegoSmile Choć może się mylę. Tak czy inaczej wyczuwam pewną rozbieżność motywów. Tak jakby złożył to schizofrenik. Spoko. Nie wiem czy to wada czy zaleta, ale motywów tutaj tyle, ze spokojnie dwa albo nawet trzy kawałki byś obdarował. Ale może tylko wybrzydzam.
3. Sophon nie jest już tak rozrzucony tematycznie. I nawet bardziej klei się z #1. Od 1:00 zaczynasz budować. W 1:52 przyszli. I fajne bębny dali. Cykacz lata po panoramieSmile-big Dziwności w podziałach rytmicznych tych arpów powodują, że każdy element z osobna jest spójny, ale w całości można odczuć pewną pozorną niezgodność. Podoba mi się ten zabieg.
4. Kluczowy utwór albumu? Tak, chyba tak. Wchodzi ciężko. Wydaje się być przy tym mocno odmienny od pozostałej trójki, które mimo pewnych różnic wydawały się być "żwawe". Tutaj wyraźnie wyczuwam ciężar twórczości. Ta kompozycja chyba najlepiej mi siadła. Jest taka jak lubię. Logiczne przeplatanie się motywów. Coś jak elektroniczny chór. Dziwne skojarzenie, wiem. 9 minut przy Red Verge wydawało mi się odrobinę ciągnąć. 6 minut tutaj zostawia mnie z niedosytem (choć może druga część podobała mi się odrobinę mniej, chyba za dużo zaczeło się dziać i za głośno, jak dla mnie, ale i tak całość robi imponujące wrażenie).
5. No. Myślałem, że mnie nie zaskoczysz. Znowu początek robi wrażenie. Nawet jeszcze większy jak przy #4. Ale bębny - ładnie zrobione, fakt - już mnie nie urzekły. Potem dziki lead i już ... mnie ten kawałek odrobinę zraził do siebie. Ale może to efekt #4 gdzie dużo spokojniej prowadziłeś melodie i budowałeś utwór.  Choć tutaj też znajdują się przyjemniackie motywy. Np ten z około 3:00
6. Co tam słychać u starej gwiazdy? Początek jak pulsowanie energii z jej jądra. Ten silniej naciśnięty klawisz w 1:00 zupełnie niszczy klimat. Moja wyobraźnia kierowała mnie raczej ku temu, że stopniowo będziesz ten puls zciszał i na tym dokładał kolejne elementy. Ta podbitka była niepotrzebnie ordynarna (późniejsze jej powtórzenia też mi nie siadły).  Ale spokój bijący od tej kompozycji wyraźnie jest inny od całego albumu. I końcówka niepotrzebnie taka. Kurde. Najbardziej nierówny kawałek z całości. Ale tylko dla mnie, nie przejmuj się. Pamiętaj, ja się nie znamWink.
7. Znowu miłe rozpoczęcie i chyba najprzyjemniejsze (logiczniejsze) wprowadzenie bębnów do kawałka. Są tam gdzie oczekiwania słuchacza. Całość też przyjemnie uczesana. Choć są też arpy z dziwnym przesunięciem w rytmie, luz. Rozumiem zamysł. 
8. Sorrry ale to jedyny utwór, który nie przekonał mnie do siebie na starcie. Jakieś takie mało subtelne te pady.Rzekłbym, że nawet noobskie. Ale potem. Kawałek rozkręca się i kurde... to dla mnie chyba najlepsza część albumu. Tak, bije na głowę nawet tytułowy utwór. Jest najbardziej muzyczna z takiego muzycznego punktu widzenia, a jednocześnie nie traci nic ze swojej belothorowatości. Sensowna, zgrabna, niemalże... poetycka. Wcześniejsze kawałki mogły się podobać, ale nie wyciągały łapy do mózgu słuchacza. To raczej słuchacz musiał wyjść im na przeciw. Tutaj... O, panie. Utwór bierze mózg słuchacza i robi z niego piłkę do kosza. Świetne.

Ogólnie całość oceniam baaaaardzo pozytywnie. Jedyne co mógłbym zarzucić - ale pamiętaj nie znam się - to pewnego rodzaju kompozytorska hiperaktywność. Najbardziej podobały mi się te momenty utworów gdzie elementów grających różne motywy było mniej. Były one przyjemniejsze. Spójne. Słuchacz miał czas na łowienie niuansów. Momenty kiedy podkecałeś śrubę i zaczynałeś wielowarstwowośc i wzajemne przenikanie się kilku barw i melodii sprawiały, że zaczynałem się gubić. Czułem się tak jakbym wjechał na rowerze do muzeum i zapierdalając wściekle chciał obejrzeć wszystkie obrazy na raz. Podczas gdy te "przejrzyste" momenty były dla mnie spokojnym spacerem po tym muzeum z przepusktą VIPowską' mogłem zajrzeć wszędzie. 

Pociesza mnie, że znajduje w u Ciebie takie skazy bo wiem, że moja tfurczość też choruje na "przeładowanie". Ale staram się walczyć z tym. Lepsze jest wrogiem dobrego. Z tą myślą bym cię teraz zostawił. Smile

Przyjemnie spędziłem czas odsłuchując Twoich utworów.
Przyjemnie było wrócić, choćby na chwilę Smile
[Obrazek: qBxxp6W.png]
Odpowiedz
#6
Jesteś zbyt miły.

Po pierwsze dzięki za zmarnowanie tych 47 minut życia
A po drugie, co ważniejsze, dzięki za mega obszerną recenzje i swoje uwagi, które KURWA WIELE ZNACZO.

Cytat:1. - Solidne mocno zrobione. Podoba mi się zjazd w 0:40. Prosty zabieg a świetną robotę robi. Bardzo zwarta kompozycja. Sporo w nim fajnego kosmosu.

Pierwotna wersja była troche inna, a ta inność objawiała się przede wszystkim w samplach wokalnych z misji kosmicznych NASA. Stwierdziłem, że jest to za bardzo sztampowe i nie do końca kleiło się z konceptem powieści, którą się zainspirowałem.

Cytat:2. - Zaczyna się świetnie. Trzyma klimat utworu #1 Całość osadzona solidnie na spokojniejszym tempie. Rozkręca się też w przyjemnym kierunku. Całkiem niezauważalnie przechodzi się od ciężkości i tajemnicy w kierunku czegoś lżejszego i niemalże "durowego". Nawet odrobinę popierdolonego. Być może doszukuję się w nutach fragmentów, które robił mumu a które belothar. I wydaje mi się, że początek należał do tego drugiegoSmile Choć może się mylę. Tak czy inaczej wyczuwam pewną rozbieżność motywów. Tak jakby złożył to schizofrenik. Spoko. Nie wiem czy to wada czy zaleta, ale motywów tutaj tyle, ze spokojnie dwa albo nawet trzy kawałki byś obdarował. Ale może tylko wybrzydzam.

Z tym trackiem było tak, że wszystko zrobił mumu a ja zrobiłem resztę. Gdybym chciał rozwinąć dlaczego aranżacja jest taka a nie inna to musiałbym napisać posta na dwie kartki A4, a nikomu się nie chce czytać takiego pierdolenia. Niemniej szacunek za wychwycenie tej rozbieżności, bo to akurat nie było przypadkowe. Do 30 motywów w jednym tracku odniose się później, bo to rzecz warta uwagi!


Cytat:3. Sophon nie jest już tak rozrzucony tematycznie. I nawet bardziej klei się z #1. Od 1:00 zaczynasz budować. W 1:52 przyszli. I fajne bębny dali. Cykacz lata po panoramieSmile-big Dziwności w podziałach rytmicznych tych arpów powodują, że każdy element z osobna jest spójny, ale w całości można odczuć pewną pozorną niezgodność. Podoba mi się ten zabieg.

Numer oznaczony jako Sophon, czyli dziesięciowymiarowy proton, miał być bezpośrednią kontynuacją The Red Verge i nawet chamsko podjebałem swój własny motyw z traku numer 2. Gdybym miał się cofnąć w czasie te parę miesięcy, to właśnie ten track zrobiłbym od nowa (ciekawostka).


Cytat:4. Kluczowy utwór albumu? Tak, chyba tak. Wchodzi ciężko. Wydaje się być przy tym mocno odmienny od pozostałej trójki, które mimo pewnych różnic wydawały się być "żwawe". Tutaj wyraźnie wyczuwam ciężar twórczości. Ta kompozycja chyba najlepiej mi siadła. Jest taka jak lubię. Logiczne przeplatanie się motywów. Coś jak elektroniczny chór. Dziwne skojarzenie, wiem. 9 minut przy Red Verge wydawało mi się odrobinę ciągnąć. 6 minut tutaj zostawia mnie z niedosytem (choć może druga część podobała mi się odrobinę mniej, chyba za dużo zaczeło się dziać i za głośno, jak dla mnie, ale i tak całość robi imponujące wrażenie).

Odpowiadając na pytanie retoryczne postawione w pierwszym zdaniu musiałbym wstawić fragment 1z10 z Tadeuszem Sznukiem mówiącym "otóż nie". Ten track nie powinien się w ogóle znaleźć na tym albumie i do samego końca zastanawiałem się nad zmniejszeniem ilości kawałków o jeden. 
To jest też dobry case study pod kątem odbioru muzyki przez ludzi mających styczność na co dzień z totalnie odmiennymi nurtami/gatunkami. Przykładowo, mój kuzyn stwierdził, że ten track totalnie nie pasuje do reszty i jest najsłabszym momentem płyty. Niby-tytułowy kawałek był utworem, który miał najwięcej wersji przed tą - powiedzmy - ostateczną. Dalej nie jestem z niego zadowolony, ale pewnie większość tfurcuf tak ma.

Cytat:5. No. Myślałem, że mnie nie zaskoczysz. Znowu początek robi wrażenie. Nawet jeszcze większy jak przy #4. Ale bębny - ładnie zrobione, fakt - już mnie nie urzekły. Potem dziki lead i już ... mnie ten kawałek odrobinę zraził do siebie. Ale może to efekt #4 gdzie dużo spokojniej prowadziłeś melodie i budowałeś utwór.  Choć tutaj też znajdują się przyjemniackie motywy. Np ten z około 3:00

Dla mnie ten track to jest druga najlepsza (pierwsza jest 2 cytaty niżej) rzecz z tego wydawnictwa, w którym totalnie odszedłem od swoich głupich przyzwyczajeń. Może gdybym dłużej posiedział nad brzmieniem to miał by on większy potencjał wpierdolu, ale po prostu mi się nie chciało. Oczywiście doceniam odmienną opinie, bo przecież na tym to wszystko polega, czyż nie?

Cytat:6. Co tam słychać u starej gwiazdy? Początek jak pulsowanie energii z jej jądra. Ten silniej naciśnięty klawisz w 1:00 zupełnie niszczy klimat. Moja wyobraźnia kierowała mnie raczej ku temu, że stopniowo będziesz ten puls zciszał i na tym dokładał kolejne elementy. Ta podbitka była niepotrzebnie ordynarna (późniejsze jej powtórzenia też mi nie siadły).  Ale spokój bijący od tej kompozycji wyraźnie jest inny od całego albumu. I końcówka niepotrzebnie taka. Kurde. Najbardziej nierówny kawałek z całości. Ale tylko dla mnie, nie przejmuj się. Pamiętaj, ja się nie znamWink.

No i to jest dowód poszlakowy na to, że warto posiedzieć nad dynamicznym miksem tracka nawet tylko pod kątem głośności - może gdybym spuścił dwa czy cztery dB w tym momencie to odbiór byłby zupełnie inny. Ten track powstał pierwotnie jako całość z następnym, Unfolding The Core. Stwierdziłem, że akurat ten moment nadaje się do podzielenia na dwa utwory niż jeden ośmiominutowy. Dlatego traktuje go jako intro do numeru 7. 

Cytat:7. Znowu miłe rozpoczęcie i chyba najprzyjemniejsze (logiczniejsze) wprowadzenie bębnów do kawałka. Są tam gdzie oczekiwania słuchacza. Całość też przyjemnie uczesana. Choć są też arpy z dziwnym przesunięciem w rytmie, luz. Rozumiem zamysł. 

Przesunięcie w rytmie z ósemek/czwórtek na triole pojawia się regularnie na tym LP - nawet moje tracki sprzed 5 lat mają taki patent, bardzo go lubie i szanuje. Odnosząc się do odpowiedzi na cytat dwa cytaty wyeżej, traktuje ten track jako najlepszy z całości, nie wiem czemu. Może dlatego, że poświęciłem x2 czasu na zrobienie wizualizacji do niego, która postawiła dźwięki w pewnym kontekście? Chuj wie.

Cytat:8. Sorrry ale to jedyny utwór, który nie przekonał mnie do siebie na starcie. Jakieś takie mało subtelne te pady.Rzekłbym, że nawet noobskie. Ale potem. Kawałek rozkręca się i kurde... to dla mnie chyba najlepsza część albumu. Tak, bije na głowę nawet tytułowy utwór. Jest najbardziej muzyczna z takiego muzycznego punktu widzenia, a jednocześnie nie traci nic ze swojej belothorowatości. Sensowna, zgrabna, niemalże... poetycka. Wcześniejsze kawałki mogły się podobać, ale nie wyciągały łapy do mózgu słuchacza. To raczej słuchacz musiał wyjść im na przeciw. Tutaj... O, panie. Utwór bierze mózg słuchacza i robi z niego piłkę do kosza. Świetne.

Dzięki, nie mam nic więcej do powiedzenia poza tym, że też nie do końca byłem do niego przekonany. 

Cytat:edyne co mógłbym zarzucić - ale pamiętaj nie znam się - to pewnego rodzaju kompozytorska hiperaktywność

Bardzo trafne spostrzeżenie. To coś, co starałem się ograniczyć do minimum, między innymi przez gatunek jaki gramy z zespołem i co dało mi trochę inne spojrzenie na muzykę. Mimo wszystko to jest silniejsze ode mnie. Niemniej, gdybym zrobił te tracki jakieś 2 lata temu, to natłok synthów byłby większy o jakieś 70%. Tak czy inaczej - już dawno zabierałem się za to, żeby ograniczyć ilość dźwięków grających jednocześnie. Teraz przynajmniej mam kolejny argument ku temu, bo nie recenzował tego Zbyszek z korpo tylko gościu, co macał więcej instrumentów niż całe to forum razem wzięte (#pdk).


Podsumowując - dzięki wielkie za poświęcenie czasu, przesłuchanie i (co najważniejsze!) napisanie recenzji. To dla mnie sporo znaczy i jesteś zbyt miły.
Odpowiedz
#7
Miło się to czyta. Poza oczywistym, ze 2jka najlepsza, to bardzo podobał mi się u
Unfolding, a jego wizualizację oglądałem kilka razy, zastanawiając się, czy to tak fajnie się spasowało kilka jakiś randomowych efektów w Bryce 3D, czy długo nad tym siedziałeś. Dobra robota
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości