Ulubione albumy
#11
Niemal wszystko co skomponował i nagrał Mike Oldfield, ale najbardziej lubię dwa :
https://www.youtube.com/watch?v=ZmcJCIHXlCg
https://www.youtube.com/watch?v=aHRL4FkUq4M

Jarre - oxygene
https://www.youtube.com/watch?v=Ek5u5jl7Ads

Kraftwerk - Die Mensch Maschine ( no chyba każdy słyszał )
https://www.youtube.com/watch?v=OQIYEPe6DWY

Kate Bush - Never for Ever ( będzie klasyka )
https://www.youtube.com/watch?v=6xckBwPdo1c

Yazoo - You And Me Both ( z tej płyty numer jeden)
https://www.youtube.com/watch?v=vh1C1VDlmmk

Depeche Mode - ale to wszyscy znająTongue

No i uwielbiam Breakout z Kubasińską, a zwłaszcza to:
https://www.youtube.com/watch?v=yW1_moo13cg

Obywatel GC - Tak! Tak! ( chyba najlepszy kawałek GC )
https://www.youtube.com/watch?v=zb9Obfsfhrw

Ultravox - Vienna
https://www.youtube.com/watch?v=3DuCIGvsbMA

Visage - Visage ( ta płyta mnie rozwaliła a Fade To Grey to do dziś mogę słuchać aż do non stopuTongue )
https://www.youtube.com/watch?v=ZU77tAUFCdE


i dziesiątki innych, do których ciągle wracam, a których nie wymienię z braku miejsca Smile
Odpowiedz
#12
Spoko temat, też wymienię (na tę chwilę) garść moich ulubionych albumów, ale przedtem dodam, że w sumie spoko są wasze listy, fajnie, że są na tym forum jednak różnorodne gusty, niektórych rzeczy się wręcz nie spodziewałem, chyba najbardziej HaNL i cocteau twins. Większość rzeczy znam, a to czego nie znam mam nadzieję uda mi się nadrobić.

moja lista: (kolejność przypadkowa)

[Obrazek: 500x500.jpg]
Current 93 - Sleep has his house - Nawet brakuje mi słów na to, jak bardzo wiele emocji przykładam do tej muzyki. Strasznie nostalgiczna i melancholijna płyta, od razu
gdzieś tam w myślach kojarząca mi się z dzieciństwem (nawet nie wiem czemu, jest taka delikatna... swojska). Akordeon, gitara, recytowane w dużej części teksty. Może brzmi to
niezbyt szczególnie i zachęcająco, ale Current charakteryzuje się właśnie tym, że z czterech akordów potrafi zrobić naprawdę wspaniałą rzecz, najlepszy przykład to
dwudziestopięciominutowy utwór tytułowy, gdzie przez cały utwór słychać jedynie dwa proste dźwięki, ale za to jakie hipnotyzujące, wręcz mistyczne, zastosowanie akordeonu w
roli drone (dosyć oryginalne, raczej nie spotkałem się z akordeonem w roli drone, przynajmniej nie w takiej muzyce jak folk, w ambiencie tę metodę można usłyszeć m.in tu -
https://rateyourmusic.com/release/album/...listening/) sięga tu apogeum. Naprawdę piękny album, świetne połączenie folku, drone i
ambientu.
http://youtu.be/xW_4KWXSrgM

[Obrazek: 1406290130325141612352700.jpg]
Miles Davis - Bitches Brew - No i teraz przechodzimy chyba do najlepszej płyty wszech czasów w kategorii muzyka rozrywkowa. Całkowity mus, album, który powinien znać każdy, kto choć trochę interesuje się muzyką, i ma zamiar powiedzieć "moje zainteresowanie to muzyka". To, co wyczynił Davis ze swoją wspaniałą ekipą (bo mamy tu McLaughlina z jednej, Cobhama z drugiej i innych sesyjnych muzyków, będących ówcześną jazzową ekstraklasą) to nie znają nawet święci aniołowie. Nikt nigdy nie osiągnął takiego zgrania, nie grał tak skomplikowanie i lekko jednocześnie, nie improwizował tak wspaniale jak Davis i jego świta na Bitches Brew. Polecam posłuchać zwłaszcza osobom, które przedtem ubóstwiały tu różne metalowe kapele (zwłaszcza te grające bardzo technicznie, wręcz matematycznie). Owszem, są fajne one, ale w porównaniu z tym albumem zostają daleko w tyle. W sumie nie wiem, co mogę więcej dodać, tego albumu trzeba po prostu posłuchać. I nie posłuchać sobie raz w życiu, żeby leciało w tle. Słuchać, skupić się, to dwie godziny rozrywki na absolutnie najwyższym poziomie. Za pierwszym razem ciężko docenić ten album, ale po kilku przesłuchaniach to rzeczywiście rozkurwia serce. Chociaż i tak
poznaje się go całe życie. Nie będę wstawiał piosenek, bo trzeba go posłuchać całego, ale Panowie! Czapki z głów przede Miłoszem!

[Obrazek: 51xO-p95YGL.jpg]
Dead Can Dance - Within the Realm of a Dying Sun - Co mogę powiedzieć, okładka mówi wszystko. Ta płyta to wspaniała podróż do krainy umierającego słońca. Strasznie
mroczna, ale i piękna rzecz. Wspaniała do słuchania na cmentarzach, zwłaszcza w zaduszki (wiem z doświadczenia). Coś, co rzuca się od razu w uszy to to, że mimo odważnego
instrumentarium (bardzo orkiestralne), całej tej gotyckości i mroczności to wszystko brzmi kurewsko prawdziwie. Nie jest to kolejny TRUU MEGA MROCZNY GOTHIC, HEHEHEHE, który
wywołuje co najwyżej uśmiech politowania, a zamiast strachu, czy poczucia lęku i niepewności pojawia się co najwyżej zażenowanie, i konieczność przejścia się po mieście z
tego zażenowania. Ta muzyka jest naprawdę gotycka i to w poprawnym, ale przede wszystkim absolutnie kurwa NAJLEPSZYM tego słowa znaczeniu. Nie ma tu nawet momentu, który wywoływał by u słuchacza mieszane emocje, zero pretensjonalności, a patos podawany w bardzo zdrowej dawce i w ogóle nie kaleczy uszów. Bynajmniej, ten patos na tej płycie jest nawet jej zaletą, bo nie jest ani kiczowaty, ani absurdalny, jest po prostu elementem, który sprawia, że jest ona tak wspaniała. Melodie piękne, większość niby prosta, ale wspaniale zagrana i chyba w najlepszych możliwych aranżacjach. I wokal Lisy Gerrard, przy której różne Enye i inne paskudztwa ze swoimi pedalskimi celtyckimi gównami mogą sobie iść co najwyżej nasrać do ryja z zazdrości (swoją drogą Brendan Perry, wokalista, też bardzo ładny głos ma). Płytę polecam zwłaszcza tym, którym gotyk kojarzył się wcześniej z jakimś gównem i pedalstwem przez stereotypowych śmieszków, nieźle można się zdziwić, słuchając tej płyty. I kawałek:
http://youtu.be/karRE54LCCA

[Obrazek: Pink-Floyd-Wish-You-Were-Here.jpg]
Pink Floyd - Wish you were Here - No cóż, na pewno wszyscy znają, więc chyba nie mam po co się za bardzo rozpisywać, bo nawet na temat tej płyty napisane było chyba
wszystko. Pewnie w dużym stopniu lubią tę płytę przez mój sentyment, ale absolutnie nie jest to jedyny powód. Na pewno smutny album, ale w gruncie rzeczy chyba nie
melancholia zawarta tutaj decyduje o jego wielkości. Dla mnie to wspaniałe "Shine on you", które nawet po milionie odsłuchów nadal bardzo lubię, to chyba najlepsze połączenie
rocka i elektroniki w "Welcome to the machine", co ważne, dosyć nowatorskie, nikt tam wtedy tak nie grał, to chyba flojdzi na taką skalę wprowadzili elektronikę do muzyki
całkowicie rozrywkowej, wręcz popowej. Później jest "Have a cigar", czyli niby zwykły, ale wręcz bezbłędny i wykurwisty w kosmos rocker. A utwór tytułowy... cóż, trochę
przejedzony, ale nadal dobrze brzmiący i nadal bijący melancholią. Nie wiem co więcej napisać, pewnie mógłbym każdy utwór szczegółowo analizować, ale jakoś mi się nie chce, i
tak milion osób robiło to przede mną. Nawet nie wiem czy jest sens dawać kawałek, bo i tak wszyscy znają, ale dam "welcome...", bo nie dosyć, że najlepszy, to jeszcze stricte elektroniczny, i do tego forum pasuje jak ulał:
http://youtu.be/lt-udg9zQSE

[Obrazek: 41ja9fFr35L.jpg]
Steve Roach - Structures from Silence - Ufff, no to dochodzimy do albumu, którego słowami ja opisać nie umiem, przynajmniej emocji, które mi przy niej towarzyszą. A
towarzyszy mi ich naprawdę wiele, bo ta muzyka to cały wachlarz emocji. To przede wszystkim kosmos. Tak, ŻADNA płyta nie oddaje kosmicznego klimatu tak jak "structures from silence". Ale to nie tylko kosmos, bo jak mówiłem ta płyta to CAŁY KOLAŻ emocji, uczuć, ekspresji. Infinityzm wszechświata, nieubłaganie uciekający czas, nieunikniona
śmierć, kosmiczny nihilizm, człowiek jako biologiczna marionetka, szopenhauerowski pesymizm, koheletowska marność, nietzscheański martwy Bóg, powstanie świata, pustka,
transcendentalność, mistycyzm, nielogiczność, cel istnienia, smutek, żal, cierpienie, marność, melancholia, nostalgia, trud istnienia, ziemski byt, ale także radość,
wspaniałe życiowe chwile, piękno Ziemii i kosmosu, epikureizm, jakaś nieopisywalna wesołość. Czyli po prostu jedna, wielka ambiwalencja, bo z jednej strony kosmos to
rzeczywiście coś wspaniałego, z drugiej coś niewyobrażalnie przerażającego i nieznanego. Jak śmierć. Jak życie. Jak wszystko. I właśnie dlatego ta płyta tak kurewsko dobrze
oddaje właśnie to, czym jest kosmos, ale tak naprawdę nie tylko kosmos. Ona zostaje tak naprawdę gdzieś tam w środku nas, i jak złapie, to już nie puści. Dokładnie tak, jak śmierć i jej nieuchronność. Polecam słuchać zwłaszcza nocami, do własnych rozmyśleń, w skupieniu i przyglądając się niebu. Naprawdę przeżycie wspaniałe.

[Obrazek: Rome-Flowers-From-Exile-29681-1_2.jpg]
Rome - Flowers from Exile - W sumie mogę tu napisać to, co wcześniej robiłem przy okazji currenta, bo po raz kolejny mamy folk, na który składają się jedynie cztery akordy. I po raz kolejny zwykłe cztery akordy trafiły prosto w moje serducho. To, co wyróżnia tę płytę to przede wszystkim KLIMAT. Bo ta płyta to nic innego, jak militarny i wojenny folk. I to nie jest wojna znana z sabatonu, to jest zupełnie coś innego. Mimo konieczności patosu w takiej muzyce, w Rome jest to całkowicie znośne i po raz kolejny jest jedynie zaletą. A wojna u nich brzmi naprawdę wspaniale. Wojskowe sample z przemówień, perkusja martial industrialowa, kolejne sample z różnych wojskowych i nie tylko pieśni, spokojna akustyczna gitara z różnymi smyczkami, przepiękny głos Jerome Reutera, melancholijne i nostalgiczne teksty, oraz walka o ideały, co prawda zupełnie inne od moich, bo album Rome jest o hiszpańskiej wojnie, i na nieszczęście zdecydowanie optuje za stroną republikańską, to jakże piękna i wspaniała to walka.
http://youtu.be/3lMcZDho2UY

[Obrazek: el-cant-de-la-sibilla-savall-b-iext8615819.jpg]
El cant de la Sibil·la I: Catalunya (La Capella Reial de Catalunya/Jordi Savall; Montserrat Figueras) - Wykonanie Jordi Savalla, najlepszego koksa od muzyki dawnej, trzech wersji najwspanialszej pieśni średniowieczne znanej pod nazwą Pieśń Sybilli. Niesamowicie mistyczne i absolutnie piękne. Polecam zwłaszcza tym, którzy uważają, że Kościół i Religia wcale nie wpływało pozytywnie na kulturę, bo ta Pieśń wszystkie te stereotypy całkowicie obala. W dodatku ta muzyka jest tak transcendentna, że naprawdę czasem można poczuć obecność Boga. Nie wiem w sumie, co więcej mogę powiedzieć. Po prostu piękno!
http://youtu.be/5p40pPd-UPc

[Obrazek: cover_44361992009.jpg]
King Crimson - Larks' Tongues in Aspic - Cóż, przykro mi, ale znowu muszę się przyczepić do tych metylowców ;P Gdyż jestem przekonany na 90%, że 8 na 10 tych grajków, zanim ponagrywało swoje matematyczne zagrywki i inne rzeczy słuchało właśnie tej płyty. Bo nie wierzę, żeby tak ciężka płyta jak na tamte czasy (1973 rok), a jednocześnie tak skomplikowana technicznie nie była inspiracją dla kapel, które brzmią prawie tak samo, no może troszeczkę ciężej i głośnie. Naprawdę niesamowite rzeczy się tam dzieją, oprócz tych matematycznych zagrywek mamy oszukiwanie rytmu, synkopowanie i dodający smaczku, awangardowy zgiełk. Poza tym znajdują się na płycie dwie wspaniałe ballady. A wszystko jest naprawdę strasznie ciężkie i ostre jak brzytwa. Nie jest to ekipa na miarę Davisa, ale muzycy naprawdę pokazują wspaniałe i wysokie umiejętności wirtuozerskie. Na pewno warto znać, bo nie dosyć, że fajnie posłuchać inspiracji swoich ulubieńców, to sama muzyka na pewno się Wam spodoba, mimo, że na pewno nie jest to łatwa płyta. Dam nagranie koncertowe, bo studyjne jest usuwane z YT. Ale to chyba nawet dobrze, Karmazynowy Król na koncertach wypadał wspaniale:
http://youtu.be/vy3UiXb2uDQ

[Obrazek: 61S87Yt2KJL.jpg]
Can - Tago Mago - Oto jest płyta krautrockowa, czyli niemieckiego rocka progresywnego z początku lat 70'. Jak można ją opisać? Ćpanieeeee, Psychodelaaaaa, Transsss. Naprawdę, to brzmi tak ćpuńsko jak nie brzmi nic innego, psytrance to tylko może marzyć o osiągnięciu takiego poziomu psychodeli. A co mamy, czemu to brzmi tak... narkotycznie? Otóż na tej płycie jest całkowity luz! Gitary w sumie grają bardzo lajtowo (ale nie lekko, po prostu dość luźnie), bez żadnego przymusu, gdzieś tam w tle nakurwiają odjechane solówy, nieco zgaszone, wszystko grane z niesamowitą lekkością, wokal dosyć przyćpany, perkusja cudo, chyba najlepsza rzecz w Can, jedyna w swoim rodzaju, nigdy nie słyszeliście bardziej transowych partii perkusyjnych od tych, które są na tej płycie, perkusista rzeczywiście musiał jebać ostro. Oprócz tego eksperymenty z taśmami i elektroniką, dość odważne i przełomowe, biorąc pod uwagę rok wydania (1971). Tylko co jest w tej muzyce takiego, że to wgniata w ziemie? Przede wszystkim to, że ta muzyka, mimo pozorów, jest cholernie trudna! Pomyślicie sobie, czemu niby, przecież wszystko jest grane z lekkością? Tak, jest, tylko, że jest to zupełnie inne od tej dość oczywistej i czasami wręcz infantylnej psychodelii z ameryki z ówczesnych czasów, a lekkość nie może być tu rozumiana w sensie dosłownym. Tutaj naprawdę wszystko jest zagrane bardzo jazzująco, po prostu w tej muzyce i partie gitary i bas i wokal i perkusja to zupełnie inne ścieżki, a wyłapanie tego wszystkiego i złapanie w całość jest naprawdę bardzo ciężkie! Ta muzyka po prostu gdzieś tam pływa, gdzieś fruwa, a my musimy (koniecznie skupieni, na tej płycie trzeba się skupić!) wszystkie te elementy ze sobą połączyć, żeby pojąć geniusz tej płyty. Chyba najlepszy przykład, do dzieła!: http://youtu.be/2dZbAFmnRVA

[Obrazek: Magma_-_Mekan%C3%AFk_Destrukt%C3%AFw_Kommand%C3%B6h.jpg]
Magma - Mekanïk Destruktïw Kommandöh - Ha! I znowu przechodzimy do zespołu, której muzyki po prostu opisać nie umiem. Co się rzuca w uszy pierwsze to to, że ta muzyka nie jest do niczego podobna, słuchając jej nie mamy się nawet czego złapać! Dlatego to zespół... do którego niewiele osób dociera, a szkoda, bo jest naprawdę wspaniały, a Christian Vander, lider to jeden z największych geniuszów, ale jednocześnie wariatów ówczesnej muzyki. A co zawiera muzyka magmy? No kurde, wszystko. Przede wszystkim znowu, jak Can, jest strasznie transowa, a ważną rolę odgrywa chór. Oprócz tego mamy trochę psychodelii, jazzu, a nawet szczyptę muzyki klasycznej spod znaku Carla Orffa, czy niektórych dzieł Strawińskiego. Na dodatek teksty są pisane w wymyślonym zespól języku, ale nie chce mi się teraz o tym pisać. Nie wiem, co mogę więcej powiedzieć no. Mówiłem już, że ta muzyka jest absolutnie wspaniała? Uważam, że warto jej dać trochę czasu, jeśli nie siądzie za pierwszym razem, to próbujcie kilka razy, wydaje mi się, że w końcu każdemu powinno się spodobać. A nawet jeśli nie, to trzeba posłuchać, bo to naprawdę oryginalna muzyka: http://youtu.be/B5UZVtUC3V0

Jeśli ktoś dotrwał do końca, i poczytał trochę mojego pierdolenia, jestem strasznie rad! A jak ktoś pozna choć jeden album z listy to będę wniebowzięty. Wypisałem dziesięć płyt, dość różnorodnych, każdy chyba coś dla siebie znajdzie. Te 10 to się w sumie ciągle zmienia, a z niektórymi płytami miałem dylemat, czy by nie dać innych, ale co tam. Ogólne warto poznać też inne dzieła wykonawców co wymieniłem tu, ale to inny temat. W ogóle coś mało tu dyskusji o muzyce, winno się to trochę zmienić ;s
"A Universe is Not Made for Us"
Odpowiedz
 Podziekowania: Grzib(+1) , belothar(+2)
#13
Cizarek, propsuje gust, znam większość albumów z tej listy i również je szanuje. Zgadzam się ze słowami o technicznych metalowcach w porównaniu do Bitches Brew i King Crimsonów, a w szczególności z opisem Dead Can Dance - klimat nie do podrobienia, jedynie do nieudolnego naśladowania przez smutnych chłopców z corpse paintem na twarzy. Magma to rzeczywiście wyższy level świadomości a słuchanie tego albumu to niemal transcendentalne przeżycie, aż sobie muszę odświeżyć.
Odpowiedz
#14
Słucham właśnie Magmy, Zupełnie nie czaję dlaczego tak wam się podoba. Za cienki bolek jestem na tak ambitną muzykę.
.̴̡̢̢̡̧̡̨̨̨̡̛̛͚̖̦̩̻̘̳̲̥͕̗̰͕͖̜̖̗̜̰̫̺̠̙̤̙̳̗̖͍̲̣̪̙̳̘̠͓̦̘̪͍͉͚̙͙͉̞̯͚͓͈͎͔̺̮̞̘̺̬̺̯̺̲̯͌̀̑͆̓̅̃̾̑̋̏͛͒̋̇͛̔͂̈́̊͊́̽̊̑͑͒̿̒̄̀͒͛́̈́͛͊́̽̌͆̇̃̐̑̓̽̂̎̅̀̊͐̿̍̎̋͐̉͒̑̔͗̄͑̔̍͐̊̈́̉̂̈́͑̆́̓́́̈̐̉̉̎̑̑͗̾̎̿̒̇̈́͊͗͊̌̒͌͆̍̋͑͐̆͘͘͘̕͘̚̚͠͠͝͝͝͝͝͝͝͝͝͠͝
Odpowiedz
#15
(29.12.2014, 15:53)belothar napisał(a): Cizarek, propsuje gust
Dzięki i vice versa Wink
SZ jak SZFETER napisał(a):Słucham właśnie Magmy, Zupełnie nie czaję dlaczego tak wam się podoba. Za cienki bolek jestem na tak ambitną muzykę.
E tam, gadanie. Nie istnieje ambitna muzyka. To znaczy istnieje taka, przy której trzeba się skupić żeby wyłapać wszystkie szczegóły, albo żeby w pełni docenić, ale i tak większość zależy od podejścia słuchacza. I wydaje mi się, że Magma, a przynajmniej ten album do jakichś mega trudnych rzeczy nie należą :s. Problem chyba jest innej natury, bo jest to muzyka dość oryginalna i trzeba spełnić kilka warunków, żeby ją załapać*. Na pewno pierwszym z nich to OTWARTOŚĆ. Nie wolno bać się muzyki, trzeba rozszerzać horyzonty i kształtować własną wrażliwość, własną muzyczną wiedzę, i po prostu swoje hobby jakim jest muzyka Wink Oprócz tego fajnie by było, żeby przed poznaniem aż tak powiedzmy... nieziemskiej muzyki jak magma, poznać inne spox rzeczy. Bardziej przyziemne, ale równie dość oryginalne. Chodzi mi na przykład o to, że fan Prog-house nie doceni Magmy, bo to zupełna inna i nieznana dla niego stylistyka (i absolutnie nie chcę odpierać tu wartości prog-housowi, żeby mnie nikt nie zrozumiał). Ale może ten fan Prog-house pozna chociażby troszkę progresywnego rocka, z którego Magma wręcz wyrasta, a który sam w sobie nie jest aż tak "wyszukaną" i "wariacką" muzyką i powinien się fanowi prog house spodobać (chociaż to też będzie dla niego ekstremalne doświadczenia, chociaż nie jak Magma). I z tą znajomością prog rocka zdecydowanie łatwiej będzie mu docenić Magmę, gdyż będzie miał jakiś punkt odniesienia i będzie znał jakieś fundamentalne założenia tej muzyki Smile I w sumie tak to działa. O ile mu się w ogóle Magma spodoba, bo tego przecież nikt w świecie zagwarantować nie może. Ale sądzę, że to jest na tyle ciekawa muzyka, no że warto ją chociaż przesłuchać, jak Ty, i cenię to bardzo Wink



* - Ew. można lubić popierdolone rzeczy, wtedy Magma powinna się spodobać od razu Smile-big
"A Universe is Not Made for Us"
Odpowiedz
 Podziekowania: SZ jak SZFETER(+1)
#16
Migos- Culture II
Odpowiedz
#17
Migos- Culture II
Odpowiedz
#18
Peter Gabriel - Live Blood
Cat Stevens - the very best of Cat Stevens
Bruce Springsteen - Born in the USA
Alt - J - An awesome wave
Jacek Stęszewski Peweksówka
Grzegorz Turnau - Naprawdę nie dzieje się nic
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 3 gości